Wycieczka do Dublina po fajki od Petersona
Nasze przygoda zaczęła się już na praskim lotnisku, gdzie przed odlotem delektowaliśmy się prawdziwym czeskim piwem. Lot przebiegł gładko, a po przylocie do Dublina, po drobnych perypetiach, dotarliśmy do naszego zakwaterowania. Hotel był wprawdzie prosty, ale dzięki swojej lokalizacji w centrum idealny do odkrywania miasta.
Głównym powodem podróży była wizyta w legendarnym sklepie Peterson of Dublin, marce, która na całym świecie jest synonimem wysokiej jakości fajek. W sklepie czekała na nas przyjazna obsługa, a każdy z nas – ja, Radek Koutný i Michal Pluhař – wrócił z nową fajką, która na długo przypomni nam atmosferę Irlandii.
Same miasto oczarowało nas swoją żywotnością. Dublin jest pełen uliczek, pubów i ludzi, którzy po pracy stoją z pintą stouta przy beczkach na ulicy i żywo dyskutują. My dodaliśmy do tego kulinarne doznanie w postaci wspaniałego irlandzkiego steku, oczywiście popitego kilkoma pintami gęstego czarnego piwa.
Podczas pobytu poznaliśmy jednak, że Irlandia nie jest rajem dla palaczy fajek – ceny tytoniu i fajek są tu znacznie wyższe niż u nas. To nas jednak nie zniechęciło, wręcz przeciwnie, dodało nam kolejny wymiar do porównań i refleksji nad tym, jak różne może być palenie fajki w różnych krajach.
Aby każdy, kto rozważa podobną podróż, miał wyobrażenie o kosztach, dodaję kilka liczb:
• bilet w obie strony z Pragi do Dublina kosztuje około 3 500 CZK (oczywiście w zależności od terminu i wybranego taryfy),
• nocleg w centrum Dublina kosztował nas około 1 000 CZK na osobę za noc,
• za fajkę od Petersona zapłaciliśmy około 4 500 CZK, ponieważ wybieraliśmy bez większych kompromisów.
Podsumowując, cała podróż kosztowała każdego z nas około 12 000 CZK. A to już kwota, za którą oprócz fajki otrzymacie także niezapomniane przeżycie, kawałek irlandzkiej atmosfery i wspaniale spędzony czas z przyjaciółmi.
Cała podróż ostatecznie nie była tylko o fajkach, ale przede wszystkim o wspólnie spędzonych chwilach. Wchłanialiśmy atmosferę miasta, bawiliśmy się i cieszyliśmy się przyjaźnią. A kiedy wróciliśmy z powrotem do Pragi, zakończyliśmy podróż tak, jak przystało – czeskim piwem i fast foodem, które po irlandzkich specjałach wydawało się aż nieoczekiwanie przyjemne.














































